|
„Trzeci Maj”
„Na warszawskim rynku chorągwie się chwieją,
Zajaśniała wiosna majową nadzieją.
Radzili na Sejmie całe cztery lata,
Uradzili, że się Naród w jedno zbrata”.
Załopotały flagi narodowe, a cały kraj przybrał odświętną szatę. W niebios
błękity płynie hymn dziękczynny, uroczyste obchody dają wyraz radości
ogólnej!
Święto Narodowe – Pamiątka uchwalenia Konstytucji w dniu 3 maja 1791 roku:
Społeczeństwo polskie po długich latach bezrządu i dziwnej jakiejś ospałości
wobec spraw publicznych, zdobyło się na wielki, chwalebny czyn. Słynny „Sejm
Czteroletni” owiany duchem naprawy stosunków w państwie uchwalił jednomyślną
zgodę wszystkich posłów, pod laska marszałka Małachowskiego nowe ustawy,
które zamiast bezładu, samowoli i bezprawia, miały zaprowadzić porządek,
poszanowanie prawa i praworządności. No tym, że Konstytucja 3 maja była
dziełem wielkim świadczą zdania wybitnych mężów, nawet sprawie polskiej
nieprzychylnych.
„Wielbiam z poklaskiem krok wielki” – powiedział o niej pruski Fryderyk
Wilhelm. Również pochlebnie wyraził się o Konstytucji papież Pius VI. –
Trudno zaiste wierzyć, z jaką radością przyjęliśmy tą wiadomość i jak wielką
czynimy sobie otuchę, że naród polski, naród tak mocno od nas ulubiony – z
tych tak znakomitych pierwiastków dobrze ułożonego rządu wkrótce
najokazalszy wzrost powszechnej szczęśliwości odbierze…”
W podobny sposób oceniano wielki czyn na całym świecie, tym bardziej, że to
co w innych państwach wywalczyć musiano z bronią w ręku, tego Konstytucja w
Polsce dokonała drogą ewolucji, drogą dobrowolnej uchwały sejmowej, przyczep
nie popłynęła żadna kropla krwi, nie było ni zdrady, ni obelgi, ni zmowy na
czyjś honor, ni lżenia religii, obyczajów, ni łupiestwa i konfiskaty.
Przodkowie nasi dokonali tego dzieła własną ofiarą przez nałożenie na siebie
obowiązków, przez zrzeczenie się przywilejów posiadanych. Dotąd w sprawach
publicznych mogła podnosić głos tylko szlachta, jako jedynie rządząca w
Polsce. Od uchwalenia Konstytucji 3 maja równają się wszystkie stany. W tym
właśnie leży wielkie jej znaczenie.
Był to już jednak ostatni wiekopomny czyn niepodległej Polski. Niebawem
nastąpiły rozbiory i ciężka niewola.
…Swej Królowej!
Nadszedł najcudniejszy poemat Odwiecznej Piękności czas zmartwychwstania rok
rocznie budzącej się wiosny, nadszedł przecudny, przecudny, prześliczny,
polski – Maj!
Od szczytów Tatr, aż po sine fale Bałtyku, od Wołynia, Podola, aż po
ostatnie krańce ziem wielkopolskich, rozśpiewała się Polska jednem wesołem
tchnieniem!
Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone
…………………….
Chwalcie Z Nami Panią Świata!
Rozśpiewały się serca polskie, z których modlitwa, niby dym kadzielny płynie
do tronu swej Królowej, u której stóp dzień w dzień klęczy cały naród
polski. Nie ma wobec Niej stanów, nie ma różnic społecznych…jest jeden
naród, jeden stan „Dzieci Maryi”. Boć przecież Polska – to naród marjański!
Polak – to sługa Maryi!
Niesiemy jej w dani najwspanialsze odbicie Piękności Nieskończonej, niesiemy
Jej przecudowne, wonne kwiaty naszych ogrodów i pól.
W narodzie naszym jest jeden kwiat, który przewyższa wszystkie inne, kwiat,
który wieńcem otacza tron swej Królowej, a nim jest – Młodzież.
Ty więc Młodzieży w jeden spleć się wieniec i otocz w nim tron Najjaśniejszy
Pani! Jej wzywaj w walce z tymi, co zwątpili w jasną i niepokalaną postać
Maryi! Z Jej pomocą łącz w sobie „męstwo rycerza i dobroć dziecka, orle loty
i orny trud, pokorną wiarę i wiedzę głęboką, samodzielność i poszanowanie
tego co święte”.
Oby Maryja królowała w twym młodym sercu, oby ci pomagała w walce i
zwyciężaniu zła, gdyż w twoje ręce Młodzieży, Bóg włożył przyszłość Ojczyzny
naszej.
Bądź więc godnym imienia Rycerza Maryi i Prawego Syna Ojczyzny.
J.Sz.
Złote myśli
Życie – to jak łódka na morzu, którą fala podrzuca raz w lewo – raz w prawo.
Trzeba być dobrym kierownikiem ażeby zdążyć do celu!
Nie zdołali jednak ciemiężcy zagłuszyć myśli Małachowskiego, Potockich i
Kołłątaja. Sprawiedliwość, praworządność i poświęcenie rozwidniały mroki
niewoli, wskazując narodowi podówczas drogę ku wolności i „dniu
dzisiejszym”.
Czcząc pamięć świetnej naszej przeszłości, nie zapominajmy jednak o życiu,
które nas czaka. Niech i nas ożywi wielka myśl: Chciejmy i my wyrzec się
korzyści własnych i z największym poświęceniem służyć sprawie ojczystej.
Chciejmy i my dołożyć swą cegiełkę, aby Wielki Gmach Najjaśniejszej
Rzeczpospolitej oparł się na mocnym fundamencie pracy obywatelskiej dla
dobra kraju, poszanowania prawa i obyczajów.
To hasło „Bóg i Ojczyzna” – niech nam świeci w życiu.
Sz. J.
Historia Słowian /Synoradzki/
W pierwszych wiekach po narodzeniu Chrystusa, Europa Północna dzieliła się
na Germanię i Sarmację. Germania ciągnęła się na zachód ku Renowi, Sarmacja
– od Wisły na wschód za Bug i Niemen. Obie te wielkie krainy zamieszkane
były przez różne pomieszane ze sobą plemiona.
Przy ujściu Wisły nad brzegiem morza Bałtyckiego, lub też Wenedyckiego, jak
je zwali Rzymianie, zamieszkiwali Wenedowie. Bardzo dawno widać było Słowian
nad Dunajem, nad źródłami Wisły, po obydwóch stronach Karpat. Północne
strony, bardziej dzikie nie nęciły ich. Dlatego też na południu Dalmacja,
Ilirja były terenem walk Słowian Rzymianami. Północne części zajmowali w
pierwszych wiekach po Chrystusie Dakowie pod wodzą Decebala, pokonanego
później przez Krajana. Wtedy to Dakowie rozsypali się po obydwóch stronach
Karpat. Te kraje są jak gdyby kolebka całej słowiańszczyzny. Stąd to w
późniejszych czasach posuwały się plemiona ku morzu, rzekom: Odrze, Łabie,
Bugu i Narwi.
Tak to rozsypali się Dakowie. Poszczególne plemiona brały nazwę od pól, łąk,
lasów, rzek, gdzie się zatrzymywały, np.: Karpidzi, Wiślanie.
Nazwisko Słowian wspomina pierwszy dziejopis VI wieku Jordanes, biskup z
Krotony. Słowianie nie wybili się od razu śród innych narodów, bo był to
naród cichy, spokojny i chociaż często był krzywdzony, ustępował. Natomiast
znane były państwu rzymskiemu te ludy, z którymi musiało staczać krwawe
walki, np.: straszni Hunowie na czele z Atyllą, Scytowie i Gici.
Atylla w r. 453 zmarł. Herulowie pokonali cesarstwo zachodnie Rzymskie, a
Her4ulowie znowu ulegli Teodorykowi, wodzowi Ostrogotów. Dopiero teraz
wspomina Jordanes o wyłaniających się z pomroku dziejowego – Słowianach, pod
nazwą Winidów, dzielących się na Sklawinów i Autów.
Siedzibą Sklawinów były przestrzenie od Wisły do Imiestru. Autów zaś ziemie
od Dniestru za Dniepr ku morzu Czarnemu. Szczęśliwymi drogami potoczyło się
życie Słowian w wieku VI. Niewiadomy prąd pobudził wszystkich do życia.
Czuli, że zostali pokrzywdzeni, zapomnieni. Nie ubiegło półtora wieku a
szczep Słowiański zajmował dwa razy tyle ziemi ile zajmował przed 510
rokiem. Rozszerzał się we wszystkich kierunkach, usuwając z drogi
przelotnych barbarzyńców, obejmując w posiadanie puste ziemie i zmieniając
ją na ojczystą słowiańską. Prąd taki rozpoczęty w wieku VI trwał nieustannie
w wieku VII i VIII. Zajmując nowe obszary, nazywając je swoim językiem, dają
nazwy od borów, pól, rzek, jezior. Stąd też pochodzi owo podobieństwo nazw
własnych we wszystkich ziemiach słowiańskich.
Wreszcie w wieku VI dotarli i zajęli brzegi Bałtyku. Wówczas nastąpił
podział na cztery plemiona. Najsilniejsi Polanie siedzieli nad Wartą i
Notecią wzdłuż Odry; po obydwu stronach Wisły osiedlili się Mazury,
Mazowszanie; wzdłuż Bałtyku – Pomorzanie; za Odrą Lutyczanie. Tak się
przedstawia rozgałęzienie Lachów, dawnych przodków naszych.
Teraz z kolei przechodzimy do opisu ich bytu domowego, praw, zwyczajach i
religii.
Przodków naszych przede wszystkim cechował piękny język, nigdy nie brakowało
im słowa na wyrażenie najdelikatniejszego odcienia myśli – jak mówi nasz
historyk Lelewel. Język to harmonijny, bogaty i dźwięczny. Naród cały
przesiąknięty był piękno – brzmiącym słowem, a może 8i od tego wyrazu
„słowo” – nazwę „Słowianie” – otrzymał.
Piękną tą mową posługiwał się przede wszystkim lud rolniczy. Mieszkał ów lud
słowiański w chatach Mizernych, ubogich, po lasach, wśród trzęsawisk,
niedostępnych wrogom. Las, strumień, pole, zagroda stanowiły całą posiadłość
Słowianina.
Dopóki Słowianie nie stali się narodem silnym, to musieli przed wrogiem kryć
się po lasach i opuszczać swoje chaty.
Pomimo dobrotliwości i cierpliwości Słowian razie konieczności był
człowiekiem walecznym i nieustraszonym w boju. Sama postać jego świadczyla o
działalności. Zazwyczaj był rosły i silny.
Polska – To „Wielka Rzecz”
Kilka słów o powszechnym spisie ludności
Polska – to „Wielka Rzecz”.
Słowa powyższe, jakie wypowiedział wielki nasz poeta Stanisław Wyspiański,
potwierdza ostatni spis ludności, przeprowadzony w grudniu r. ub. W
porównaniu ze spisem z r. 1921 ilość mieszkańców ziem naszych wzrosła o
5.070.000 czyli o 19%. Polska więc posiada obecnie 32 miliony 120 tysięcy 20
osób wraz ze skoszarowanym wojskiem, którego jest około 192.247. Jest to
przyrost ludności, w porównaniu do innych państw, bardzo duży. Na uwagę
zasługuje fakt, wykazany przez spis ludności, że miasta bardziej rozrastają
się, aniżeli wsie, co dowodzi, że ludność wiejska odpływa ze wsi i gromadzi
się w miastach.
Większe miasta w Polsce.
W r. 1921 Polska posiadała zaledwie 6 miast ponad 100 tysięcy mieszkańców –
były to: Warszawa, Łódź, Lwów, Poznań, Kraków i Wilno. Obecnie, jak wynika z
danych drugiego powszechnego spisu ludności, miast takich mamy już 11, gdyż,
prócz wyżej wymienionych, normę 100 tysięcy osiągnęły również miasta:
Częstochowa, Bydgoszcz, Lublin, Sosnowiec, Katowice. Stolica nasza Warszawa
zalicza się obecnie do rzędu kilkudziesięciu miast świata, liczących ponad
milion mieszkańców.
Na szczególną uwagę zasługuje wzrost ludności w Gdyni, która będąc w roku
1921 trzechtysięczną osadą rybacką – obecnie przekształciła się w
najbardziej nowoczesne miasto portowe z zaludnieniem przewyższającym 30
tysięcy osób.
Powszechny spis ludności, którego ogólne wyniki wiadome już były w niespełna
miesiąc, zatrudniał ogromne rzesze honorowych pracowników, m.in. młodzieży
szkolnej, biorącej żywy udział bądź w pracach tzw. komisarzy spisowych, bądź
też w pracach pomocniczych przy mozolnych obliczeniach olbrzymich cyfr,
nadsyłanych do Biur Powszechnego spisu ludności z całej Polski.
Szlachetna pomoc młodzieży, która zrozumiała znaczenie spisu ludności dla
państwa, zasługuje na wyróżnienie; nasuwa się tu wniosek, że w młodzieży
naszej istnieje zapał do pracy społecznej dla dobra bliźnich i ojczyzny,
należy tylko ten zapał umiejętnie wydobyć.
Również trzeba podkreślić bezinteresowną obowiązkowość wśród wielu komisarzy
spisowych.
Należy im się wszystkim serdeczne słowa uznania za ich trud i prace
poniesione przy powszechnym spisie ludności.
Rozwój Ustroju Konstytucyjnego w Polsce
/jego dodatnie i ujemne strony/
Był to wiek X. W prastarych dzielnicach słowiańskich, wśród lasów, pól,
jezior i bagien, budzić się zaczęły do życia państwowego sarmackie plemiona
Wiślan, Ślązak, Mazowszan, Polan i Pomorzan. Ludy pełnie świeżych,
żywotnych, niewyczerpalnych sił, wytrzymałe na klimat surowy, chowane pod
niebem pochmurnym Północy, żyjące ze skąpych plonów roli i wód. Bogi
pogańskie i ciemnota mieszkały w ich sercach, dopóki chrześcijaństwo nie
tchnęło w nie ducha wiary prawdziwej.
Podstawą ich ustroju społeczno – politycznego była rodzina, rządzona przez
najstarszego członka. Rodziny łączyły się w rody, na czele których stali
starostowie, zwani również starszyznami lub władykami. Z czasem rody
rozrosły się w plemiona, które były już zazwyczaj pod władzą księcia.
Dostojnik ten nie rządził absolutnie, gdyż dla rozstrzygania praw ogóły
zbierała się starszyzna na wiecach.
Ze wszystkich plemion słowiańskich najwcześniej rozwinęli się Polanie,
których ośrodkiem państwowości była Kruszwica, leżąca nad jeziorem Gopłem.
Pierwszy historyczny potomek Piastów, Mieczysław I, utrzymywał w zależności
od siebie podbite plemiona Kujawian, Mazur i Ślązaków. Począwszy więc od
Mieszka I, Polska wzrasta terytorialnie, mając jednak w swych dziejach
momenty, w których państwo rozpadło się na dzielnice. Jednak tendencje do
ponownego skupienia dzielnic, przezwyciężały zawsze samowolę i ambicję
poszczególnych książąt, którzy z dobrej woli lub wbrew swej woli, musieli
dążyć do zjednoczenia, gdyż wymagała tego wspólna, narodowa polityka.
Począwszy więc od Bolesława Krzywoustego a skończywszy na Władysławie
Łokietku, Polska przechodziła okres rozdrobnienia na poszczególne dzielnice
z osobnymi władcami w każdej. We wszystkich dzielnicach panowała ta sama
różnolitość pod względem urzędów, praw, zwyczajów, jedynie władza monarsza
przedstawiała całość i jedność narodową.
To rozdrobnienie i wewnętrzne rozbicie, ta mozaika urządzeń, obyczajów, form
życiowych – oto istotne cechy bytu średniowiecznego. Byt ten w głównej
mierze opierał się na zasadzie stanowej. Społeczeństwo dzieliło się na
większe lub mniejsze grupy o odrębnych interesach i różnicach. Panujący,
będący źródłem prawa i władzy obdarzał przywilejami podwładnych, początkowo
odnoszących się li – tylko do pojedynczej osoby lub instytucji. Gdy z
biegiem czasu ogół uprzywilejowanych wzrastał, zaczęły się w społeczeństwie
wyodrębniać stany o wspólnych interesach. Od chwili jednak, gdy interesy
stanowe nie dają się pogodzić z interesami państwa, następuje zwrot do
pojednania ich i zjednoczenia we wspólnej stanowej reprezentacji
ustawodawczej.
W Polsce istniały cztery czynniki stanowe: możnowładztwo świeckie i i
duchowne, stan rycerski, miasta i ludność wiejska. Z nich dwa pierwsze
zabierały głos w sprawach państwowych i tylko z ziemi król się liczył.
W początkach jednak nawet stan rycerski miał słaby wpływ na rządy, jedynie
nieliczna ale silna grupa możnych, składająca się z biskupów, wojewodów,
kasztelanów, zyskiwała coraz większe znaczenie i w jej ręce przechodzić z
wolna zaczął cały zarząd państwem. Wpływ ich uwidaczniał się zwłaszcza na
zjazdach czyli wiecach, zwanych colloqia. Książę albo król o ile chciał
przeprowadzić z powodzeniem jakiś plan, siłą rzeczy musiał szukać poparcia u
możnych. Na wiecach omawiano najważniejsze sprawy państwowe, a panujący w
myśl tych obrad wydawał nowe ustawy lub sądził. W ten sposób wytworzyła się
z biegiem czasu wspólna rada książęca czyli senat.
Z biegiem czasu stan szlachecki również zaczął wywierać wpływ na kierunek
wewnętrzny i zagranicznej polityki państwa. Było to wynikiem wzrastających
ustawicznie przywilejów, którymi panujący obdarzali z konieczności wyższe
stany. Przywileje koszyckie z r. 1374, za cenę których Ludwik Węgierski
otrzymał przyrzeczenie tronu polskiego dla jednej ze swych córek, nadawał
ogółowi szlachty ważne uprawnienie, polegające na tym, że król bez zgody
szlachty, nie może nakładać na nią żadnych ciężarów podatkowych.
Zamek Kórnicki
Gdybyśmy się już zapoznali z historią zamku kórnickiego i gdyśmy zwiedzili
zabytki jego, znajdujące się na parterze; przechodzimy do zwiedzania
najważniejszych zabytków zamku: muzealnych i bibliotecznych. Muzeum mieści
się w obszernej Sali zbudowanej w stylu mauretańskim. Składa się ona z
trzech części: z których pierwsza czworoboczna jest otoczona ozdobna
galerią, wspierającą się na żelaznych słupach. Stąd przechodzimy do
środkowej Sali, do której przytyka duża alkowa, idąca przez dwa piętra.
Duże, wspaniałe okna wychodzą od południa na park, dostarczają dużo światła.
W salach tych pomieszczone są zbiory muzealne, kórnickie, na które składają
się dawne zabytki i pamiątki historyczne oraz dzieła sztuki. Nie sposób tu
wymienić wszystkich wystawionych przedmiotów. Ograniczam się wiec do
najważniejszych. Najstarszymi są wykopaliska przedhistoryczne, jak narzędzia
kamienne, urny oraz naczynia gliniane, pochodzące z okolic Kórnika. Ciekawym
wykopaliskiem jest lew z brązu, wewnątrz pusty, który został wykopany w
okolicy Trzemeszna, co świadczy o tym, iż musiała się tam znajdować
świątynia pogańska, a lew stanowił jakiś przedmiot obrzędowy. Z czasów
późniejszych przechowuje muzeum kórnickie rozmaite zbroje, jak: hełmy,
dzidy, halabardy, pancerze, naramienniki różnego rodzaju, lance, kolczugi
itd. Szczególną uwagę zwrócić należy na zbroję husarza polskiego oraz na
kilkanaście pancerzy polskich z wizerunkiem Najświętszej Marii Panny. Z
późniejszych wieków mamy tu kilka muszkietów oraz kilka strzelb z XVII
wieku. Wśród dość znacznej liczby karabeli, wyróżniają się niektóre tym, że
są bogato wysadzane kamieniami; Z pamiątek królewskich należy wymienić
ołtarz polowy króla Jana Sobieskiego z pod Wiednia. Po królu Stanisławie
Leszczyńskim posiada muzeum kórnickie berło rzeźbione z kości słoniowej, po
kr. Michale Korybucie – Wiśniowieckim – bogato ozdobione siodło z monogramem
króla. Należy także wyróżnić laskę marszałkowska ks. Adama Czartoryskiego i
klawikord hr. Z Działyńskich Potockiej, słynnej z opieki roztoczonej nad
chorym poetą wielkopolskim – Stefanem Garczyńskim. Na klawikordzie tym
grywał często Chopin, będąc często gościem zamku Kórnickiego. Kórnickiego
muzeum kórnickim znajduje się również kilka pasów słuckich, kilka polskich
guzów do żupanów, piękne puchary, zegarki, porcelana i itp. O wysokim
rozkwicie rzemiosła w Kórniku w dawnych wiekach świadczą dwie dźwignie z
brązu, ozdobione polskimi herbami z napisem „Uliano w Kórniku 1568”. Na
wzmiankę zasługują również wspaniałe szafy gdańskie. Z obrazów zwracają
uwagę: Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny z roku 1529 szkoły
flamandzkiej, portrety Piotra Wielkiego i Popieja, malowane przez
Kupieckiego bardzo, ciekawy portret króla Zygmunta Starego, portrety
Kopernika, ks. Skargi, ks. A. Czarteryskiego i wiele innych. Tak oto w
skróceniu poznaliśmy zabytki muzealne zamku Kórnickiego. Ale nie tym kończą
się pamiątki kulturalnej naszej przeszłości przechowywane w zamku kórnickim.
Każdy Polak powinien wiedzieć, że w Kórniku, to jest w zamku znajduje się,
cenna biblioteka, istny skarbiec tworów ducha polskiego, jeden z
najbogatszych zbiorów rękopisów, książek, map, sięgających od wczesnego
średniowiecza, aż do czasów dzisiejszych, bibliotece kórnickiej znajduje się
80 tysięcy tomów samych dzieł drukowanych, w tym z górą 100 najstarszych
druków z przed roku 1500. Rękopisów bibliotece kórnickiej jest przeszło
2000. Nie liczba ta jednak stanowi o ważności biblioteki. Znaczenie jej
polega na tym, że jest ona bardzo ważnym punktem naukowym, dzięki bogatemu
zbiorowi materiałów, odnoszących się do Polski niepodległej, szczególnie od
XVI do XVII wieku. Z pośród tak wielkiej liczby dzieł niepodobna wymienić tu
nawet znikomej części. Wymienię więc tylko najważniejsze rękopisy:
Najstarszy z XI wieku, to wykład reguły zakonu św. Benedykta, zawierający
wiersz o bitwie pod Fontanetum w r. 841. Protokoły z procesu z Krzyżakami z
czasów królów – Kazimierz Wielkiego i Władysława Jagiełły /3 tomy/, kronika
polska Wincentego Kadłuba. Z pośród rękopisów humanistycznych wymienić
należy egzemplarz Eneidy i Bukolik Wergilego Wergilego XV w., tudzież Boską
Komedię – Dantego. Z wieku XVI jest tam autograf królowej Barbary, listy6
Górnickiego; na uwagę zasługują także „wolarz” z r. 1551. Z późniejszych
mamy tam autografy T. Kościuszki. Sławny jest kórnicki zbiór autografów
Napoleona z czasów jego walk we Włoszech; z polskich zaś autografy
Mickiewicza, mianowicie III-ciej części „Dziadów” i „Pani Twardowskiej” oraz
Słowackiego „Hymn o zachodzie słońca”. Druki: To wspominać należy przede
wszystkim trzy najstarsze bardzo cenne i rzadkie dzieła: Księgę
ksylograficzną t. j. odbijaną z płyt drewnianych, na których był wyryty
tekst t. zw. ‘Ares morendi”. Dalej mamy pierwszy w ogóle druk polski Jana z
Turrecrematy, komentarz do Psałterza. Poza tym znajdują się tam rozmaite
modlitewniki, pieśni, przekład pisma św. dokonany w 1551/52 r. przez
Ikłucjana, poemat z r. 1568 Grizella i Ezop, Biblia Budnego, Mikołaja Reja
„Żywot Józefa” /1545/, Wizerunek /1560/, Zwierciadło /1568/ J.
Kochanowskiego – psalmy pokutne, po za tym Treny, Szachy, staropolska
komedia p.t. „Morancja” niedawno odkryta i t. d. Już tylko z tego pobieżnego
przeglądu księgozbioru kórnickiego, można wyrobić sobie pojęcie o jego
znaczeniu. Zasługa to Tytusa i Jana Działyńskich oraz Władysława
Zamojskiego.
Wspomnieć również należy o rzadkim w Polsce zbiorze australijskim. Obok
ciekawych okazów fauny, mamy tu przedmioty używane przez ludy Australii. Są
więc łuki, strzały, dzidy, bumerangi, naszyjniki z muszelek, ubiory, maski z
czaszek ludzkich i t. d.
Przy końcu wspomnieć trzeba, że specjalnie miłe wrażenie odnosi się z
Kórnika dzięki wspomnianemu już wspaniałemu porojewi o powierzchni 40 ha.
Wspaniałe okazy drzew krajowych i zagranicznych, rozległe łąki, przepiękne
aleje, tworzą z niego miejsce pełne ciszy i poważnego nastroju. Zamek
Kórnicki opuszcza się z dumą w serce, że jest on dziełem wspaniałomyślnych
Polaków, dzięki którym zamek ten przyczyniał i przyczynia się bardzo
rozrostu kulturalnego dobra Narodu.
Ed. Juschhat.
Dział pożytecznych książek
Nowym zupełnie w naszej literaturze jest typ powieści – monografii. Powieść
monografia czerpie swe tematy z historii, jednak jej nie popularyzuje, lecz
pogłębia przez źródłowe opracowanie. Zaletą tego rodzaju powieści –
monografii jest to, ze wskrzesza, ożywia i zbliża do nas postacie i wypadki
historyczne. Zdejmuje z postaci historycznych nimb legendarny, odsłania ich
właściwe oblicze, jako ludzi indywiduów. Poznajemy ich wspólne życie
prywatne. To czyni ich bliższymi nam i realniejszymi.
Tego rodzaju powieści piszą u nas Wasylewski i Wołoszyński. Właśnie powieść
p. t. „Rok 1863” Wołoszyńskiego chcę polecić Kolegom. W tej powieści na tle
wypadków w rodzinie Wolobijowskich zapisanych na marginesach Biblii,
poznajemy życie naszego narodu w owych pamiętnych latach.
Następnie wraz z autorem przenosimy się do Warszawy, poznajemy dziwną
atmosferę naprężenia i robotę spiskową. Poznajemy wybitniejsze postacie tego
czasu. Bliskim dla nas staje się Wielkopolskim, którego widzimy w jego
prywatnych apartamentach, swobodnie rozmawiającego z synem. Tak samo
/nieoficjalnie/ poznajemy Mierosłwskiego, widzimy go w teatrze w Paryżu
poufnie rozmawiającego o różnych sprawach. Powieść ta ożywia i w barwnych
obrazach przesuwa przed naszymi oczyma wypadki i postacie powstania
styczniowego. To ożywienie, pogłębienie i oddanie z nadzwyczajnym realizmem
czyni tę książkę wartościową i każe ją przeczytać i poznać.
Niego zaś uczniowie, którzy ze złożonymi rękoma śpiewają „Sto lat, sto lat,
niech żyją nam…”.W takim wypadku szukanie głębi, trwało zawsze z reguły 15
minut, wszystkie zaś przybory jako to: książki, zeszyty, nawet kałamarze z
ławek były wynoszone z ławek na środek klasy koło katedry w tym celu, by
było łatwiej gąbkę znaleźć.
Niezapomnianą postacią będzie zawsze profesor chemii. Każdego ucznia inaczej
nie tytułował, jak „oślą szczęką”, „baranią głową” lub „krowią nogą”. Miał
też i prawo tak tytułować, bo ten, który go nie zrozumiał, to nie lada
musiał być osłem. Tłumaczył bardzo jasno, na przykład mówi „Krynio” /tak
żeśmy go ochrzcili/. „Biorę probówkę do ręki, mróżę lewe oko, prawym
spoglądam pod światło, czy jest czysta, następnie podchodzę do kranika z
wodą, odkręcam go, żeby woda leciała, nabieram wody do połowy, zamykam
kranik, żeby zamknąć dopływ wody, podchodzę miarowym krokiem do stolika,
umieszczam probówkę napełnioną w powyższy sposób wodą, umieszczam ją nad
palnikiem gazowym, który zapalam przez potarcie zapałką, i pragnę zagotować
wodę w probówce…Następnie…i t. d.”
Razu pewnego odszedł „Krynio” od katedry na chwilę, skorzystał z tego jeden
z uczni by zajrzeć do dziennika /a po co zbytecznym pisać/ zauważył to „Krynio”.
Spojrzał groźnie wokoło i krzyknął. Hej! Krowia Nogo, a znasz ty przysłowie
„riwiery”. Chłopak złapany na gorącym uczynku nic nie odpowiada, „Krynio”
zaś ciągnie dalej – „lepiej zajrzyj psu w ucho niż w cudze papiery”. Treść
tego przysłowia nie co zmieniłem, gdyż jego brzmienie rzeczywiste nie daje
się do druku.
Wychowawcą naszej klasy był znany filolog „Wróbelkiem” popularnie znany.
Pamiętam – jednego dnia miał odbyć się ciekawy mecz piłki nożnej, na którym
postanowiliśmy być kilku kolegów. Był on jednak w czasie wykładów szkolnych.
Idzie więc pierwszy do „wróbelka” i prosi go o zwolnienie, gdyż mu „ciocia”
umarła. Poznał się na „kawale” i zwolnić nie chciał. W ten sposób następni
koledzy „pochwali” prawie swych wszystkich „wujków”, „dziadków”, jednym
słowem prawie całe rodziny, które w niejednym wypadku dawno przeniosły się
do drugiego świata. „Wróbelek” był nie czuły na łzy, bo byli i tacy co
płaczem chcieli go wzruszyć. Nie udało się. Przyszła kolej na mnie. Koledzy
z góry mi odradzają, wróżąc niepowodzenia. Ja nic. Odpowiadam im, że jak wy
jesteście „frajerzy” to nie dowodzi, żebym ja nim był. Zro9bilem więc tak:
napisałem list do doktora szkolnego, który stale dyżurował w szkole, że
pewien pacjent czeka go na mieście. Poczciwina, tak się przejął treścią
listu, że „mało nóg nie połamał” tak leciał ze schodów ku drzwiom
wyjściowym. Idę do „Wróbelka”. Robię minę „baranka” i proszę o zwolnienie
Ze wspomnień szkolnych
Sam nie wiem jak to się stało – fakt jednak pozostaje faktem – że
zaopatrzywszy się w sążnisty, reklamowy ołówek „Majewskiego” o wymiarach
długości 30 cm i średnicy 3 cm oraz „płachtę” papieru – kreślę niniejsze
słowa.
Słyszałem /ptaszki mi śpiewały/, że w Sejnach, a szczególne w Gimnazjum
Biskupim, są morowi i „cwani” chłopcy. Potrafią oni każdego „wykiwać” jak to
się mówi na „pe” albo „na sto dwa”.
„Ma się wi”, że „warszawska sztuba” też nie należy do najgorszych. Zaraz wam
tego dowiodę. Nie chciałbym tylko „obrażać” szanownego „ciała
profesorskiego” /bo o nim właśnie chcę pisać/ ale „ma się wi”, że „kto się
lubi, ten się czubi” – mówi znane przysłowie. Wszystko więc tu będzie
napisane „z miłości”. Bo mówimy szczerze – osoby, które nas nie ciekawią,
które nie SA dla nas czemuś więcej aniżeli zwykłymi znajomymi, nie grają w
naszym życiu żadnej roli – nie interesujemy się nimi wcale.
„Podobno” i piszący te słowa, też siedział w „sztubie”. Bo i cóż było robić?
Ojciec od czasu do czasu „dal w skórę” to i trzeba było książki pilnować.
Zacznę od naszego „Dyra”. Był to „chłop” – tylko go „ do rany przyłóż”. Miał
tą jedną dla nas – uczniaków niezbyt miłą „zaletę”, że jak upomniałeś się o
swoją krzywdę, to gładząc swoją szpicbródkę – mówił: „Nu, nu: To ty
bolszewik jesteś”. A jak próbowałeś oponować – toś bracie „wpadł”, gdyż
zaraz kazał ci lecieć biegiem po rodzicielkę lub rodziciela. Przyprowadzało
się „tedy” pierwszego lepszego „wujka” lub „ciotkę”. Taki „wujek” lub
„ciocia” za jedne 2 złote wysłuchiwał „terady” zacnego dyrektora o twym
sprawowaniu się i t. d. I na tym się kończyło. Bywało jednak, że taki
uczniak, po wizycie „cioci” za 2 złote „wpadał” jeszcze bardziej bo się „dyro”
na pokrewieństwo poznał, a wtedy „to szkoda gadać”.
Mieliśmy i historyka. A jakże i to jeszcze jakiego! Znal on „achillesową
piętę” każdego nas i zawsze ją „wymacał”. Jakżeś człeku kół całą noc o
Grekach to cię spytał o Rzymianach albo odwrotnie. No i „wpadłeś” nieboraku.
Dwója i basta! To też ochrzciliśmy go „Arymanem” - /złym duchem/.
Matematyk był zupełnie odmiennym człowiekiem. Opiszę jego postać: głowa mała
z rozwichrzonymi na cztery strony świata włosami, tułów nieproporcjonalnie
duży, nogi jak i śmierci wysokie i cienkie, ręce takież same z kościstymi
palcami. Poczciwa to była dusza. „Kapselkiem” go nazwaliśmy. Poczciwy,
piszę, gdyż każdy mógł go jak to się mówi po sztubacku „w butelkę nabić”.
Mieliśmy w klasie „domorosłego artystę malarza”, który zdradzał zawsze
nadspodziewany talent do rysowania karykatur kredą na tablicy. Prześlicznie,
nie to mało prześlicznie, zachwycająco wyglądał „kapselek” narysowany na
tablicy w trumnie, wokoło.
Powrót
|