|
IX
MYŚL W SKONANIU NA POLU BITWY
Taje ziemia podemną ciepłą krwią mą zlana
Tyle ran – a dość jednej, by zabić człowieka;
Słyszę głosy ratunku, lecz wzrok mgła powleka,
Nie bez żalu cię rzucam Ojczyzno kochana –
Tak młodym, tyle nadziei – nie krzyknę: wygrana,
Rodzice! Już nieujrzy rozdarta powieka
Was wszystkich – lecz mam wiarę, przyszłość nie-
[daleka,
Wam, wnukom, zawsze wejdzie wolność pożądana.
Już Cię więc ziemio żegnam, życiem przedał drogo –
Jak oddycham szeroko – jak mi lubo błogo –
Jak ma myśl wielka, czysta – chmury rozsunięte –
Skąd te blaski, te wonie, jakie chóry święte!!
Weź mię Boże, zlituj się nademną śmiertelnikiem.
„Kto mię budzi – żyć muszę – i żyć niewolnikiem!”
XI
SPOWIEDŹ ŻOŁNIERZA W NIEWOLI
Żegnam was towarzysze, na zawsze, Was wiedzie
Sternik w stepy – tam w minach do taczek zaprzęgą;
Ja z silniejszą, lecz zlepszą mam walczyć potęgą
Urągam ci się, Carze, jaka roskosz w biedzie,
Umrę – duch mój nad Polską w obłokach przejdzie,
Tam wgórę; tu me koście mścicieli wylęgą;
Głos dzwonka, Xiądz z kielichem, w koszuli ze wstęgą
Ukorzę się, wszak przodki, wierzyły w spowiedzie.
„ Ojcze mój! Ciężkom zgrzeszyl, miałem wprzedsię
[wzięciu.
„ Dziesięciu wrogów zabić tylkom zabił pięciu,
„ Krzywom przysiągł‹‹ „Grzeszniku‹‹ ha! Strzał,
[krzyki bratnie.
O! Xiążę, pomazanie chciej wstrzymać ostatnie,
Przecież teraz nie umrę – nie, jak Bóg w Niebie,
Konie, lancy i miecza! Będę zdrów w potrzebie.
XV
SEN WYGNAŃCA.
Wracam w rodzinną strzechę – u progu mię wita,
Ojciec stary i matka, siostry urodziwe;
Brat mały, mi nieznany: kto to? Mamo- pyta
Luba spłaca dług serca przez usciski tkliwe
I czeladka łzy roni, i pytań nie syta,
Dawna wiara mię ciągnie w koło gadatliwe;
W stajni piastun młodości Pana rżeniem wita,
Budzce kniei Litewskich skomlą psy myśliwe.
Lutnia wiatrem trącona dawną notę dzwoni,
Łąki lasy, balsamow dech zieją obficie,
I jak w latach młodzienczych czarna myśl mię stroni;
Któś woła? Oko rzuca powieki pokrycie,
Koło mnie nędza, rozpacz, co tułaczow goni –
‹‹Czemuż sny nie są życiem? snem to nędzne życie ??
XVI
WESTCHNIENIE DO DOMU.
Jak mi tu smutno, nudno, zgryzotą się smieję,
I Ojczyzna ma w grobie, i o was niesłychać;
Jako kwiat przesadzony, muszę wolno zsychać,
A ludzkość tak spodlona, zkąd wejdą nadzieje?
Szczęśliwy ten szczęśliwy, co łzy żalu leje,
Ja się trawię niemogąc ni płakać , ni wzdychać;
Nieraz słucham , czy o was co wiatrem niesłychać,
I wiatry przekupione , skąd wejdą nadzieje?
Nie raz patrzę czy jak znajoma ptaszyna,
Nie leci tu na zimę, o was nie spomina? …
Lecz i ptaki tak milczą, jak w kraju niewoli,
Ach! Gdy zły los tu włosom zbielić się pozwoli,
Urągając ciemięzy nim życia dokonam ,
Pojadę, raz was uscisnę i szczęśliwy skonam.
XXXVIII
OGRODY
Łąko, szczęsna kochanko! Kiedy długie spieki
Wzbudzą w tobie pragnienie – wnet deszcz na
[żądanie
Spieszy, by Cię napoić - w nocy mgły staranie
Spuszcza na Cię swe skarby – tak, że gdy powieki
Zbudzone jutrznią wejdą – nawet wzrok daleki
Tych pereł na szmaragdów niezliczy dywanie –
Toczy się strumyk kwietny, jak miecza łyskanie,
Srebrne wody ma w nocy, złote w dzienne spieki. –
Stoją palmy wysmukłe, wieńce zdobią skronie –
A wszystkie drzew gałązki ku spólnej obronie
Schylają się, ściskają – zstąd chłod mają kwiaty.
Ich ród tak wróżno – farbne kolory bogaty,
Tak wonny i tak czuły, że, bojąc się zmroki
Starć Axamit z kielichów, hamują swe kroki.
Powrót |