
|
Oracja Św. Mikołaja 1932 r. |
|
Wypowiedziana wobec kompletu Przedstawicieli Świata Naukowego, Gości tudzież pospolitego ruszenia, jako też ciekawych gapiów wszelkiego rodzaju i różnego pospólstwa. 1932. Niech będzie pochwalony Jezus Chrustus. Drodzy Bracia w Panu, dziś tutaj zebrani, Ze swej porządności, aż tam, w niebie znani, Rok mija, gdym z trudem, pośród srogiej burzy, Doznawszy wielu przygód zimowej podróży, Wędrując po rozlicznych wsiach i miastach Polski Do Sejn po raz pierwszy krok swój apostolski Postawiłem. A dziś, znowu stare nogi Przyniosły mnie tutaj w szkoły waszej progi. Z przyjemnością witam was, jak też i te mury, Które co dzień święci obserwują z góry, Bo trzeba wam wiedzieć, że już szkoła ninie Nie tylko na ziemi, lecz i w niebie słynie. Pan Bóg, Matka Boża, oraz wszyscy święci Dzienną waszą pracą są bardzo przejęci, Bowiem dzień przeżyty wcale nienajgorzej, Dla was łaski w niebie zwiększa nawet mnoży. Raz pamiętam radę w niebie jedną zgoła, Kiedy Bóg o Sejnach zapytał anioła, A ten zaczął wszystkie opowiadać sprawki, Jakie się zdarzyły w dzień i w noc zabawki. Pono jednej nocy, wcale nie do wiary, Cicho korytarzem szły dziwaczne mary, Dzięki którym potem, wierzyć tylko proszę, W sypialniach latały walizy i kosze. Opisywał popłoch anioł stróż przejęty, Jaki powstał wówczas, gdy odwrót zamknięty Duchom, dzięki zmysłom Zacnego Stratega, Który nieprawość i we śnie dostrzega. Ten ci Strateg potem, bez żadnej krzywizny Na swej twarzy, sprawił duchom egzorcyzmy. Na tą wzmiankę Pan Bóg szepnął cicho zda się: „Dobrze Wychowawca nowy tam baranki pasie”. No mów dalej, rzecze do anioła stróża. „Mocno Panie Boże, raz powstała burza, Którą wywołała maleńka przyczyna, Ze dwie starsze klasy mogły iść do kina. Młodsi bunt podnieśli strajk, hałas i krzyki”. Na to Bóg – „Za dobrze mają basałyki, Ksiądz Prokurator za dobrze widać karmi I dlatego bunty wybuchają w armii.” Zaprawdę, za dobrze Wielki Panie Boże, Lepiej, jak w tym roku, już im być nie może. Życie wyśmienite, każdy je do syta, A kto zaś narzeka, ten bluźni i kwita. Krzyczą czasem, że są bułki nietentego, Pszenica się zrosła więc w tem nic dziwnego”. Pono ósma klasa matury na jawie Coraz we śnie widzi, ze strachu się poci?” Wtem Michał Archanioł do Boga w te słowa: „O niech się nie boję, to są chłopcy złości, Tylko niech w dobroci ich Twa łaska chowa. Imiennik na ziemi mądrze ich prowadzi, To czasem popędzi, to czasem pogładzi”. Na wzmiankę o ósmej ruch powstał nie mały, Święty Piotr i Paweł, starzec całkiem biały, Rzekli razem: „Osma, to są miłe kwiatki, Wszak oni jedynie wszyscy noszą patki, Z nich przykład wszelkiej płynie zgody i jedności, Nauki, cnoty, pracy, no i też karności, Ich to za wędrówką tęsknota usilna Zagnała w roku zeszłym, aż het, tam do Wilna, Oni to jedynie, za zdrowotną sprawą, Milczkiem szli do lasu po obiedzie ławą. - Tak, tak drogi Pawle, tak, tak drogi Piotrze, Setne z nich chłopaki, a niech ich powietrze”. I Święty Franciszek nie bez groźnej miny, Orzekł, że najlepiej uczą się łaciny. A Święty Konstanty, też filolog wielki, Stwierdził, że w nich przykład dobra leży wszelki, Że logicznie z nimi porozmawiać można, Że na ogół klasa bardzo jest pobożna. Święty Michał słuchał i patrzał radośnie, Bo czuł, że tam w niebie wobec świętych rośnie. „Brawo ósma”- rzekł Bóg – „Lecz powiedz Aniele, Jakże to tam siódma łoże sobie ściele? Wszak Święty Stanisław z innymi pospołu, Ile tylko może, zmniejsza im mozołu, A ziemski opiekun wciąż się tylko trudzi, Aby z nich porobić najmądrzejszych ludzi, Co pierwiastek życia wyciągnąć umieją I wzorami jadą w życiu, jak koleją”. „Ha, więc siódma klasa? Cóż tam u niej słychać?” Lecz anioł nie skończył, bowiem zaczął kichać I tylko w urywkach rzekł, że „owszem…musi, Dobra klasa, tego…,że go czkawka dusi, Że to kawaleria, sama młodzież złota, Że rzadko na dowcip im zbiera ochota. Słowem, dobrzy chłopcy, tylko jeszcze młodzi, A wszak młodość często różne hece rodzi”. „Dobrze, w takim razie, no a szósta klasa?’ Pyta Pan Bóg –„jak tam w szkole hasa?” W odpowiedzi anioł zachmurzył swe czoło, A potem rozjaśnił i rzekł na wesoło: „Owszem, klasa miła, w pracy szybko bieży, Przykład oczywiście bije tam z harcerzy, Że czasem bunt powstanie jaki, To im trza wybaczyć, są młode chłopaki. Opiekunem ich jest przyrody wielbiciel, Którego patronem wypadł Święty Jan Chrzciciel. Dobry z niego człowiek, nie ma żadnej złości, Płynna dobroć w duszy i w sercu mu gości.” „Tak, tak, prawdę mówisz, święty Jan odpowie, Dobroć jego serca widać w każdym słowie, Aby chłopców trzymał w uczelni z zapałem, Przy książce, specjalnie tą funkcję mu dałem.” „Tak, dobrze, owszem, no a klasa piąta – Pyta dalej Pan Bóg – jak się w pracy skrząta?” „O, z nimi jest gorzej, niektóre nygusy, Że w uczelni siedząc przechodzą męczarnie, Tem się skarżą, że się czują marnie.” Na to Święty Witold: „Boże Wszechmogący, Wszakże ich opiekun na ziemskim tam globie Człowiek bardzo dobry, lecz bardzo gorący, Nie pozwoli na drwiny z nauki przy sobie. Nygusy, o, zaraz – a wszak na lekturze, Albo też na polskim strach lata po skórze, A strach wszystko może, pod taką opieką Wszelkie nygusostwa zostaną daleko. Zresztą, prawdę mówiąc, to są chłopcy mali, Których wszelka psota wprost po piętach pali.” „No, a jeszcze rzeknij, jak tam klasa czwarta, Cóż tam u niej słychać, czy dysputy warta?” Więc znów Anioł zaczął: „Czwarta klasa młoda, Trudno ją jest sądzić, ba, a nawet szkoda. Choć na ogół widać z pierwszego wejrzenia, Że obrotne siedzą w tej klasie stworzenia”. Wtem Święty Franciszek, co się długo kiwał, Wstał i tak zawołał: „O klaso szczęśliwa, Gdybyś ty wiedziała, jaką miłość skłania Ku tobie mój także imiennik z Poznania, Obyś ty dopiero w pięć lat bezmała, W tym samym komplecie matury dostała.” „Zaiste, zaprawdę, na zebraniu święci, Bardzo wami byli, ach, bardzo przejęci, Więc koniec końcem, wszyscy w jednej chwili Mnie tu do was wysłać dziś postanowili, Abym osobiście ujrzał wasze twarze I przy tej okazji dał po małym darze, Bo choć wielki kryzys gnębi świat potrosze, Jan z sobą takowych przywiozłem dwa kosze. Nie wiem, rzecz drażliwa, zgadnąć o tem snadnie, Czy wszystkim do smaku mój prezent przypadnie, W każdym jednak razie, proszę bardzo grzecznie, Byście Mikołaja pamiętali wiecznie. Amen. Nicolaus
Eppus. |