|
Drugim
ważnym etapem na mojej drodze do kapłaństwa było Gimnazjum św. Kazimierza w
Sejnach. Mieściło się w podominikańskim klasztorze, we wspaniałym zabytkowym
obiekcie, z bezpośrednim dojściem do pięknej kolegiaty sejneńskiej. Klasztor
był otoczony ze wszystkich stron ogrodem i sadem owocowym. Uczniowie
gimnazjum mieli obszerny teren na zabawy, ćwiczenia gimnastyczne i spacery.
Wszystko było własnością Diecezjalnej Kurii Łomżyńskiej.
Dyrektorem gimnazjum w czasie mego pobytu w tej szkole był ks. prałat
Stanisław Pardo, bardzo lubiany i szanowany przez uczniów, mądry pedagog,
zmarły w latach przed wybuchem drugiej wojny światowej i dlatego uniknął
obóz niemieckich, do których zostali zabrani prawie wszyscy profesorowie
gimnazjum, księża i świeccy. Do tych męczenników za wiarę i polskość
należeli: Ks. Władysław Kłapkowski – święty historyk, ks. Stanisław Cybulski
– matematyk, p. Michał Dziubacki – germanista, ks. St. Wierzbowski –
prokurator gimnazjum i inni. Aresztowani zostali wówczas niektórzy uczniowie
gimnazjum z Suwalszczyzny, np. Alojzy Waluś, któremu udało się po wyzwoleniu
z obozu przedostać do Anglii, skończyć politechnikę i zostać świetnym
inżynierem – chemikiem. Spotkałem go w USA w roku1985, jako właściciela 25
patentów – wynalazków w firmie Duponta. Czesław Chmielewski, późniejszy
student Seminarium Duchowego w Łomży, wyświęcony na diakona o rok wcześniej
ode mnie i na kapłana w rokun 1939 tuż przed wojną. Obecnie jest kapłanem w
Szwecji. Aresztowani też i zamordowani zostali w obozach uczniowie gimnazjum
sejneńskiego, klerycy Czesław Naruszewicz i Władysław Woźniak. Pamięć już
moja nie obejmuje wszystkich „sejniaków”, którzy zginęli za Ojczyznę.
Wychowanie patriotyczne, na które kładziono w Sejnach wielki nacisk, okazało
się w walce z okupantem i męczeńskiej śmierci wielu wychowanków.
Uroczystości patriotyczne 3 Maja, 11 Listopada i przy innych okolicznościach
obchodzono w gimnazjum zawsze bardzo uroczyście, z zaangażowaniem młodzieży
i przy poparciu Ks. Dyrektora, który miał wielki kult Marszałka Józefa
Piłsudskiego. Piłsudskiego zaangażowaniu młodzieży w sprawy polskie,
ojczyźniane niech świadczy fakt następujący. Gdy Żwirko i Wigura, zwycięzcy
Chalangu w Berlinie, tragicznie zginęli nad Czechosłowacją w kilka dni po
zwycięstwie, uczniowie, oczywiście za aprobatą Dyrekcji gimnazjum, podjęli
się usypania pamiątkowego kopca w ogrodzie gimnazjalnym. W krótkim czasie
kilkumetrowy kopiec został usypany, obłożony darniną, ufundowana została
tablica pamiątkowa ku czci bohaterów polskich i umieszczona na kopcu. Do
dziś resztki tego kopca świadczą o patriotycznym duchu młodzieży i jej
wychowaniu w sejneńskim gimnazjum.
Czy jednak gimnazjum w Sejnach zbliżyło mnie do celu, jakim było kapłaństwo?
Bez wątpienia tak. Szkoła ta, prowadzona przez księży i wychowawców
katolików nie tylko uczyła ale też wychowywała. Ćwiczyła i gruntowała
podstawowe cnoty życiowe, jak pracowitość, obowiązkowość nauce, w oparciu o
podstawową cnotę religijności. Codzienna Msza św. , nauki i homilie księży
profesorów, gromadne uczestnictwo w nabożeństwach kolegiacie, śpiew pieśni
religijnych i chór chłopięcy pod batutą p. Jasionowskiego, organisty z
kolegiaty, otwierały młode dusze na łaskę przyszłego powołania. Nawet te 10
zł., które mój Ojciec wypłacił nadaremnie organiście w Mietkowie,
zaowocowały, bo zaawansowanemu już w muzyce uczniowi p. Jasionowskiego
udzielałem korepetycji z języka polskiego, a on w zamian uczył mnie grać. Ta
niewielka umiejętność przydała mi się bardzo, gdy byłem na dwóch parafiach
bez organisty. W Chlebiotkach i w Klukowie umiałem zorganizować scholę i lud
nauczyć śpiewać.
W gimnazjum w Sejnach kładziono wielki nacisk na solidną naukę, na
wychowanie do kultury, na światłość umysłów, znajomość łaciny i języka
obcego. Po 45 latach wychowania socjalistycznego trudno sobie wyobrazić, aby
jakaś szkoła mogła taki poziom osiągnąć, chyba, że powstaną prywatne szkoły
średnie.
Były jednak pewne niedomogi. Zbyt łatwo przyjmowano uczniów usuniętych lub
nie dających sobie rady w szkołach państwowych, najczęściej z zamożnych
rodzin. Stać było rodziców tych uczniów opłacić prywatne gimnazjum i
wychowanie rozpuszczonych, a czasem zdemoralizowanych synalków zlecić
księżom, aby uzupełniali niedomogi w ich dotychczasowym wychowaniu. A to
niestety wychowawcom nie zawsze się udawało. Dlatego właśnie wiejscy w
większości chłopcy, nie zepsuci, ani w sprawach płci obeznani, ulegali złemu
przykładowi doświadczonych „podrywaczy”.
Przez pięć lat zimą i latem jeździłem do Sejn, pociągiem do Suwałk, a potem
autobusem 30 km i za wszystko płaciły ręce moich Rodziców, ponadto czesne,
najpierw 80 zł. Miesięcznie, a potem otrzymałem zniżkę do 45 zł. Dorabiałem
korepetycjami dla wyżej wymienionych „synalków”, ale główny ciężar spoczywał
na barkach moich Rodziców. Był to ciężar nieobliczalny. Wystarczy, gdy
powiem, że przed maturą w roku 1935, kiedy trzeba było uregulować należności
wobec gimnazjum, Ojciec mój, mając już 60 lat, s0przedał swoje cztery morgi
gruntu, chatę i przeniósł się na pokomorne do brata. Mamy w innej wsi.
Uprawiając zachwaszczone i kamieniste, kupione tam parę morgów gruntu,
dorabiał budową pieców, gdy Go ktoś zaangażował. Nie długo pożył na tym
pokomornym, zmarł, gdy byłem na drugim roku w Seminarium w Łomży. W ostatnie
przed śmiercią Ojca moje wakacje, już będąc ciężko chorym, widział mnie w
sutannie. Otrzymałem maturę w maju 1935 roku i wraz z 17 kolegami złożyłem
ją w ręce Ks. Rektora Seminarium Duchownego w Łomży.
Powrót |