Ks. Stanisław Falkowski
Tak Ojcze
50 lat kapłaństwa w czasach niełatwych /1940 – 1990/
Wspomnienia
Gimnazjum św. Kazimierza w Sejnach /1930 – 1935/

Drugim ważnym etapem na mojej drodze do kapłaństwa było Gimnazjum św. Kazimierza w Sejnach. Mieściło się w podominikańskim klasztorze, we wspaniałym zabytkowym obiekcie, z bezpośrednim dojściem do pięknej kolegiaty sejneńskiej. Klasztor był otoczony ze wszystkich stron ogrodem i sadem owocowym. Uczniowie gimnazjum mieli obszerny teren na zabawy, ćwiczenia gimnastyczne i spacery. Wszystko było własnością Diecezjalnej Kurii Łomżyńskiej.
Dyrektorem gimnazjum w czasie mego pobytu w tej szkole był ks. prałat Stanisław Pardo, bardzo lubiany i szanowany przez uczniów, mądry pedagog, zmarły w latach przed wybuchem drugiej wojny światowej i dlatego uniknął obóz niemieckich, do których zostali zabrani prawie wszyscy profesorowie gimnazjum, księża i świeccy. Do tych męczenników za wiarę i polskość należeli: Ks. Władysław Kłapkowski – święty historyk, ks. Stanisław Cybulski – matematyk, p. Michał Dziubacki – germanista, ks. St. Wierzbowski – prokurator gimnazjum i inni. Aresztowani zostali wówczas niektórzy uczniowie gimnazjum z Suwalszczyzny, np. Alojzy Waluś, któremu udało się po wyzwoleniu z obozu przedostać do Anglii, skończyć politechnikę i zostać świetnym inżynierem – chemikiem. Spotkałem go w USA w roku1985, jako właściciela 25 patentów – wynalazków w firmie Duponta. Czesław Chmielewski, późniejszy student Seminarium Duchowego w Łomży, wyświęcony na diakona o rok wcześniej ode mnie i na kapłana w rokun 1939 tuż przed wojną. Obecnie jest kapłanem w Szwecji. Aresztowani też i zamordowani zostali w obozach uczniowie gimnazjum sejneńskiego, klerycy Czesław Naruszewicz i Władysław Woźniak. Pamięć już moja nie obejmuje wszystkich „sejniaków”, którzy zginęli za Ojczyznę.
Wychowanie patriotyczne, na które kładziono w Sejnach wielki nacisk, okazało się w walce z okupantem i męczeńskiej śmierci wielu wychowanków. Uroczystości patriotyczne 3 Maja, 11 Listopada i przy innych okolicznościach obchodzono w gimnazjum zawsze bardzo uroczyście, z zaangażowaniem młodzieży i przy poparciu Ks. Dyrektora, który miał wielki kult Marszałka Józefa Piłsudskiego. Piłsudskiego zaangażowaniu młodzieży w sprawy polskie, ojczyźniane niech świadczy fakt następujący. Gdy Żwirko i Wigura, zwycięzcy Chalangu w Berlinie, tragicznie zginęli nad Czechosłowacją w kilka dni po zwycięstwie, uczniowie, oczywiście za aprobatą Dyrekcji gimnazjum, podjęli się usypania pamiątkowego kopca w ogrodzie gimnazjalnym. W krótkim czasie kilkumetrowy kopiec został usypany, obłożony darniną, ufundowana została tablica pamiątkowa ku czci bohaterów polskich i umieszczona na kopcu. Do dziś resztki tego kopca świadczą o patriotycznym duchu młodzieży i jej wychowaniu w sejneńskim gimnazjum.
Czy jednak gimnazjum w Sejnach zbliżyło mnie do celu, jakim było kapłaństwo? Bez wątpienia tak. Szkoła ta, prowadzona przez księży i wychowawców katolików nie tylko uczyła ale też wychowywała. Ćwiczyła i gruntowała podstawowe cnoty życiowe, jak pracowitość, obowiązkowość nauce, w oparciu o podstawową cnotę religijności. Codzienna Msza św. , nauki i homilie księży profesorów, gromadne uczestnictwo w nabożeństwach kolegiacie, śpiew pieśni religijnych i chór chłopięcy pod batutą p. Jasionowskiego, organisty z kolegiaty, otwierały młode dusze na łaskę przyszłego powołania. Nawet te 10 zł., które mój Ojciec wypłacił nadaremnie organiście w Mietkowie, zaowocowały, bo zaawansowanemu już w muzyce uczniowi p. Jasionowskiego udzielałem korepetycji z języka polskiego, a on w zamian uczył mnie grać. Ta niewielka umiejętność przydała mi się bardzo, gdy byłem na dwóch parafiach bez organisty. W Chlebiotkach i w Klukowie umiałem zorganizować scholę i lud nauczyć śpiewać.
W gimnazjum w Sejnach kładziono wielki nacisk na solidną naukę, na wychowanie do kultury, na światłość umysłów, znajomość łaciny i języka obcego. Po 45 latach wychowania socjalistycznego trudno sobie wyobrazić, aby jakaś szkoła mogła taki poziom osiągnąć, chyba, że powstaną prywatne szkoły średnie.
Były jednak pewne niedomogi. Zbyt łatwo przyjmowano uczniów usuniętych lub nie dających sobie rady w szkołach państwowych, najczęściej z zamożnych rodzin. Stać było rodziców tych uczniów opłacić prywatne gimnazjum i wychowanie rozpuszczonych, a czasem zdemoralizowanych synalków zlecić księżom, aby uzupełniali niedomogi w ich dotychczasowym wychowaniu. A to niestety wychowawcom nie zawsze się udawało. Dlatego właśnie wiejscy w większości chłopcy, nie zepsuci, ani w sprawach płci obeznani, ulegali złemu przykładowi doświadczonych „podrywaczy”.
Przez pięć lat zimą i latem jeździłem do Sejn, pociągiem do Suwałk, a potem autobusem 30 km i za wszystko płaciły ręce moich Rodziców, ponadto czesne, najpierw 80 zł. Miesięcznie, a potem otrzymałem zniżkę do 45 zł. Dorabiałem korepetycjami dla wyżej wymienionych „synalków”, ale główny ciężar spoczywał na barkach moich Rodziców. Był to ciężar nieobliczalny. Wystarczy, gdy powiem, że przed maturą w roku 1935, kiedy trzeba było uregulować należności wobec gimnazjum, Ojciec mój, mając już 60 lat, s0przedał swoje cztery morgi gruntu, chatę i przeniósł się na pokomorne do brata. Mamy w innej wsi. Uprawiając zachwaszczone i kamieniste, kupione tam parę morgów gruntu, dorabiał budową pieców, gdy Go ktoś zaangażował. Nie długo pożył na tym pokomornym, zmarł, gdy byłem na drugim roku w Seminarium w Łomży. W ostatnie przed śmiercią Ojca moje wakacje, już będąc ciężko chorym, widział mnie w sutannie. Otrzymałem maturę w maju 1935 roku i wraz z 17 kolegami złożyłem ją w ręce Ks. Rektora Seminarium Duchownego w Łomży.


Powrót