|
Byłem
uczniem
gimnazjum św. Kazimierza w Sejnach
Po ukończeniu 7 klas Publicznej Szkoły Powszechnej w Myszyńcu w 1932 roku za
poradą ks. prefekta Czesława Rogalskiego, wyjechałem na dalszą naukę do
szkoły średniej, do gimnazjum w Sejnach. Z zachodniego krańca diecezji
łomżyńskiej, z Puszczy Kurpiowskiej, pojechałem na jej wschodnie rubieże do
ziemi suwalsko-augustowsko-sejneńskiej, dawnej Puszczy Su-walskiej, z
zachodniego na wschodni kraniec ówczesnego województwa białostockiego.
Sejny, małe miasteczko w powiecie suwalskim, liczące wówczas 3500
mieszkańców: Polaków, Litwinowi Żydów, mające 3 świątynie: rzymskokatolicką
kolegiatę, kościół ewangelicki i synagogę żydowską, domy parterowe i
jednopiętrowe. W centrum miasta trójkątny rynek, skąd wszędzie blisko.
Niedaleko, na niewielkim wzniesieniu piękna, zabytkowa kolegiata, a za nią
zabudowania klasztoru podominikańskiego, w którego murach mieściło się
8-klasowe gimnazjum męskie im. św, Kazimierza Łomżyńskiej Kurii Biskupiej.
Przez środek miasta przepływała niewielka rzeka Marycha, łącząca się po
stronie północno-zachodniej z pobliskim jeziorem. Na północy miasta duży
kompleks leśny - bór sosnowy. Idąc z miasta do lasu, mijało się prochownię.
Sejny były siedzibą jednostki wojskowej - Korpusu Ochrony Pogranicza. W
pobliżu była granica polsko-litewska. Miasto spokojne, przytulne i piękne -
wymarzone miejsce do nauki i wypoczynku.
Gimnazjum ulokowane było w jednopiętrowych budynkach murowanych, okalających
czworokątny plac z trzech stron, czwartą stronę stanowiła kolegiata. Na
rogach zabudowań były baszty z wieżyczkami, razem było ich cztery. Okolicę
zachodnią i południową zabudowań zajmował wielki ogród, a w nim sad owocowy
i teren spacerowy z boiskami sportowymi. Na północ stały zabudowania
gospodarcze, skąd prowadziła dróżka do przystani rzecznej, a przy niej
łaźnia-sauna.
W pomieszczeniach poklasztornych budynków rozlokowane były: kaplica szkolna,
sale lekcyjne gimnazjum i internat dla uczniów. Całość stanowiła idealne
warunki do nauki i wypoczynku. Wszędzie blisko.
Grono profesorskie stanowiło 14 osób, składających się po połowie z księży i
nauczycieli cywilnych, wszyscy po studiach wyższych: ks. prałat dr Stanisław
Prado - dyrektor gimnazjum i nauczyciele: ks. Stanisław Cybulski, ks. W.
Kłapkowski, ks. H. Kułbat, ks. K. Roszkowski, ks. J. Wądołowski, ks. S.
Wierzbowski, M. Bittner, M. Dziubacki, B. Jasionowski, R. Kononowicz, W.
Kowalski, J. Moraczewski i J. Wojtych.
Dyrektor to człowiek o wielkim sercu, uwielbiany przez uczniów, zastępował
nam ojca i zawsze miał czas dla nas. Mieliśmy wielki szacunek do profesorów,
ceniliśmy ich za ich serdeczny stosunek do nas, za czas i starania, aby
przekazać nam jak najwięcej wiedzy i wychować na dobrych synów kościoła i
Ojczyzny.
Uczniowie pochodzili z terenu woje-wództwa białostockiego, ale nie tylko.
Byli i z sąsiednich województw, a nawet z Warszawy. Szkoła cieszyła się
wśród społeczeństwa dobrą opinią. Byli to przeważnie Polacy i niewielu
Litwinów. Pochodzili z rodzin chłopskich, rzemieślniczych, inteligencji
pracującej i - nieliczni - z domów ziemiańskich. Panowała wśród kolegów
szczera atmosfera koleżeńska, zdolniejsi pomagali bezinteresownie słabszym
uczniom. Istniała na terenie szkoły Sodalicja Mariańska i kółka
zainteresowań naukowych.
Gimnazjum było typu humanistycznego, miało pełne prawa państwowe, nauka
trwała 5 lat w klasach: IV, V, VI, VII i VIII. Uczono języków obcych: łaciny
i niemieckiego.
W 1937 roku zdałem maturę, było nas 23 absolwentów: K. Baczewski, J. Brzóska,
K. Burakiewicz, E.Chlebus. A.Galiński, E. Gerwel, S. Grabowski, P.
Jasionowski, W. Kossakowski, W. Kostanek, J. Krochmalski, J. Kuprewicz, M.
Mieszczański, P. Meysztowicz, P. Naruszewicz, S. Perkowski, M. Pieńczykowski,
A. Seredyński, J. Sienkiewicz, R. Szwejkowski, Z. Wysocki i S. Zdrodowski.
Część wstąpiła do Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży, a reszta,
prawdopodobnie większa, rozpoczęła studia na wyższych uczelniach. Kol.
Kossakowski i ja, jako najlepsi uczniowie tego roku, zostaliśmy wytypowani
przez szkołę na studia wyższe, otrzymując stypendium państwowe i mieszkanie
w Warszawie w Domach Akademickich przy Placu Narutowicza. Obaj studiowaliśmy
na Uniwersytecie Warszawskim, kolega Kossakowski astronomię, a ja medycynę.
Mieszkaliśmy do wojny w jednym pokoju. Studenci, absolwenci gimnazjum
sejneńskiego, mieli swoje Koło Sejniaków, spotykaliśmy się okresowo i
utrzymywaliśmy więzy koleżeńskie.
W 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa, różne były nasze losy wojenne
- i tych spod okupacji niemieckiej, i tych spod okupacji sowieckiej. Wojna
zastała mnie w Gdyni, gdzie zgłosiłem się jako żołnierz Legii Akademickiej
do Komendy Miasta i odbyłem kampanię wrześniową w Szpitalu Polowym Marynarki
Wojennej w Gdyni. Po zwolnieniu z wojska i wysiedleniu przez okupanta,
wyjechałem do stron rodzinnych, do Puszczy Kurpiowskiej, gdzie w latach
1943-1945 byłem żołnierzem Armii Krajowej i w roku 1944 służyłem w oddziale
partyzanckim.
Po wojnie kontynuowałem w Warszawie studia medyczne w latach 1945-1948. Po
uzyskaniu dyplomu i odbyciu stażu lekarskiego, wcielono mnie do Ludowego
Wojska Polskiego, gdzie pełniłem służbę w latach 1949-1953 jako starszy
lekarz pułku w stopniu porucznika.
Po demobilizacji zamieszkałem we Włocławku, gdzie pracowałem na różnych
stanowiskach w służbie zdrowia w Szpitalu Miejskim i w lecznictwie otwartym
do emerytury, tj. do połowy 1983 roku. Uzyskałem I i II stopień
specjalizacji w zakresie położnictwa i ginekologii oraz stopień naukowy
doktora nauk medycznych.
Gimnazjum sejneńskie i miasto wspominam mile i serdecznie. Po raz pierwszy
po wojnie byłem w nim w 1969 roku, odwiedzając kolegę Piotra Jasionowskiego,
z którym do jego śmierci utrzymywaliśmy kontakt listowny. Po raz drugi byłem
26 czerwca 1972 roku na zjeździe koleżeńskim wychowanków gimnazjum, podczas
którego odsłonięte i poświęcono tablicę pamiątkową w kolegiacie i złożono
kwiaty na grobie dyrektora - śp. ks. prałata dra Stanisława Prady, który
zmarł przed wojną, oraz na grobach zmarłych nauczycieli. Było to miłe
spotkanie po tylu latach.
Po wojnie kontakt listowny miałem również z kol. E. Chlebusem, dyrektorem
liceum w Kolnie i Wł. Archackim - księdzem w diecezji łomżyńskiej. Ostatnio,
w maju 1995 roku, odwiedził mnie niespodziewanie kol. Wacław Kossakowski,
mieszkający obecnie (od zakończenia wojny) w Anglii.
Józef Brzóska
"Przegląd Sejneński" nr 3/96
Powrót |